Klasy 4 - 6

Papierosy - prezentacja. Wójcik Wojciech klasa 5


Jak wyobrażam sobie dalsze losy Zenka,

bohatera powieści „Ten obcy”?

Niedługo po wyjeździe z Olszyn Zenek ogromnie cieszył się na spotkanie z wujkiem Antonim, które miało się wkrótce odbyć. Był zniecierpliwiony dłużącą się drogą, ale po przybyciu na miejsce to uczucie szybko wygasło. W Tczewie na stacji czekał na chłopca jego wujek. Zobaczywszy go, Zenek pobiegł prosto w otwarte ramiona. Pan Janica zabrał siostrzeńca do swojego mieszkania. Pomógł mu się rozpakować, a że była wieczorna pora, przygotował kolację. Na stole pachniało przeróżnymi potrawami. Atmosfera panująca
w domu wujka sprawiła, że chłopiec poczuł miłość rodzinną. W pewnej chwili rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Pan Antoni otworzył. Okazało się, że został zaproszony na kolację doktor Zalewski i jego córka Ula. Zenek nie spodziewał się tej wizyty. Bardzo ucieszył się
z tego spotkania, wszystko mu lepiej smakowało. Ula także była zadowolona. Po kolacji chłopiec zaprosił dziewczynę do swojego nowego pokoju. Jego wyposażenie nie było bogate, ale za to pomieszczenie bardzo przytulne. Rozmowa dorosłych stała się tak głośna,
że z salonu dochodziła aż do pokoju Zenka. Usłyszeć można było, że niedługo wujek Antoni zamierza się przeprowadzić do Warszawy. Adres dał Uli dużo do myślenia. Przypomniała sobie, że koło mieszkania jej ciotek, jedno jest do sprzedaży i to o nim toczyła się teraz rozmowa. Ta wiadomość od razu zerwała dzieci na nogi. Warto było się upewnić, czy to
na pewno jest o nim. Okazało się, że tak. Z oczu Uli popłynęły łzy szczęścia. Zenek też nie ukrywał wzruszenia. Wiadomość, że będą razem chodzić do szkoły, jeszcze bardziej
ich ucieszyła. Zrobiło się późno i pan Zalewski wraz z Ulą podziękowali za kolację i miło spędzony wieczór, podążając w stronę drzwi wyjściowych. Zenek i jego wujek odprowadzili gości aż do samochodu. Chłopiec nigdy nie czuł się tak dobrze, jak teraz. Po dniu pełnym wrażeń młodzieniec pomógł pozmywać naczynia i uprzątnąć ze stołu. Później położył się. Dawno nie spał w ciepłym, wygodnym łóżku i mógł teraz zasnąć bez zmartwień i obaw. Rankiem wujek Antoni pokazał Zenkowi wykaz książek do szkoły i poinformował go,
że po śniadaniu pojadą na zakupy. Tak też zrobili. Chłopiec miał już zakupione książki, zeszyty, plecak i piórnik z całym wyposażeniem. W sklepie spożywczym Zenek rozglądał się zaciekawiony po półkach, ale nic nie wkładał do koszyka. Dopiero, gdy wujek powiedział mu, że może sobie wybrać to, co chce, w koszyku pojawiły się różne słodycze i napoje. Rachunek nie wyszedł duży, gdyż Zenek oszczędnie wybierał produkty. Wujek poinformował go, że będzie otrzymywał systematycznie kieszonkowe, między innymi za dobre wyniki
w nauce. Chłopiec ucieszył się, gdyż pozostał już tylko tydzień do  rozpoczęcia szkoły.
Dni szybko mijały, Zenek wraz z wujkiem przeprowadzili się do Warszawy i zaczął się rok szkolny. Ula również wróciła z wakacyjnego pobytu do swoich ciotek. Zenek codziennie widywał ją w szkole i wieczorem, gdy przychodził pomagać jej w odrabianiu lekcji. Doktor Zalewski przeprowadził się na pół roku do  mieszkania córki i jej ciotek.
Zenek Wójcik stał się najszczęśliwszym dzieckiem pod słońcem, znalazł kochającego go wujka i ciepłą atmosferę w warszawskim mieszkaniu oraz przyjaciółkę od serca. 

Gabriela Dachowska, kl.VI


   „Mój dzień spędzony w akademii  Ambrożego Kleksa”

Pewnego, słonecznego dnia wybrałam się na spacer. W końcu dotarłam
do tajemniczego parku. Poznałam jednak od razu – to był park koło Akademii pana Kleksa. Weszłam nieśmiało przez bramę. Zobaczyłam budynek wykonany z kolorowych cegiełek. Zapukałam do drzwi. Otworzył je właściciel akademii – pan  Ambroży Kleks. Zaprosił mnie do środka. Był akurat ranek, więc chłopcy jedli śniadanie, które przyrządził profesor. Ja też zjadłam ten wspaniały posiłek. Nie mogłam w to uwierzyć, lecz była to jajecznica ugotowana z pięciu żółtych szkiełek i całej tubki czerwonej farby. Jajecznicy było zdecydowanie za mało, jednak to nie był problem, gdyż została powiększona pompką powiększającą. W ten sposób każdy z nas otrzymał pełen talerz, jak się okazało, pysznego jedzenia. Następnie po kilku lekcjach – kleksografii i geografii - poszliśmy szukać skarbów. Chłopcy znaleźli talerze, książki i inne ciekawe rzeczy, ja natomiast znalazłam butelkę z mapą, którą przygotował dla nas pan Ambroży. Szukałam skarbu przez długi czas. Mimo że chłopcy mi pomagali, poszukiwania trzeba było odłożyć na popołudnie, bo obiad już na nas czekał. Zjedliśmy go oczywiście ze smakiem i wówczas dopiero wróciliśmy do poprzedniej zabawy. W końcu znaleźliśmy kolejną butelkę z instrukcją latania. Zgodnie z nią należało nabrać powietrza do ust i je spokojnie wypuszczać. Zrobiłam więc tak, jak było w instrukcji podane. I ku mojemu zdziwieniu, wyleciałam wysoko w górę. Nie mogłam utrzymać równowagi, ale Adaś Niezgódka mi pomagał. W ten sposób dotarłam do psiego raju. Bardzo mi się tam podobało. Jednak największą radość sprawiło mi jedzenie pomnika z czekolady. Dzień dobiegł końca. Przespałam noc w akademii. Następnego ranka wszyscy uczniowie pożegnali mnie i na pamiątkę otrzymałam od pana Kleksa wspaniałego, dorodnego piega. Gdy w domu opowiedziałam o mojej przygodzie, nie mogli uwierzyć. Długo będę pamiętać ten dzień.

Maria Warchoł, kl.IV

 

Nazywam się Oktawia Syzdek. Mam 10 lat. Któregoś dnia obudziłam się rano
i zobaczyłam, że za oknem znajduje się akademia pana Kleksa. Ubrałam się, umyłam,
 a po pięciu minutach byłam już w akademii. Pan Kleks przywitał mnie bardzo gościnnie. Pokazał mi, gdzie jest jadalnia, kuchnia, klasy, sypialnie i szpital chorych sprzętów. Bawiłam się w parku w poszukiwanie skarbów ze szpakiem Mateuszem, pomocnikiem profesora,
oraz z wszystkimi uczniami akademii. Natomiast pan Kleks gotował obiad. Po dwudziestu minutach pan Ambroży zawołał nas do środka na przygotowany posiłek. Obiad był przepyszny. Po obiedzie poszliśmy na lekcję kleksografii, podczas której robiliśmy kleksy
i wymyślaliśmy do nich prześmieszne wierszyki, każdy śmiał się na głos. Później udaliśmy się do szpitala chorych sprzętów, gdzie pan Kleks pokazał nam, jak się je leczy. Wreszcie przyszedł czas na spacer po parku. Profesor otworzył jedną z furtek znajdujących się
w ogrodzeniu i weszliśmy do bajki o Małej Syrence. Bohaterka bardzo ucieszyła się. Pływaliśmy z nią, byliśmy w jaskini złej czarownicy. Związaliśmy czarownicę glonami
i uciekliśmy. Po trzech godzinach dobrej zabawy zjedliśmy przepyszny, podmorski podwieczorek. Pożegnaliśmy się z Syrenką i wróciliśmy do akademii, a co ciekawe – w ogóle nie byliśmy mokrzy. Na kolację otrzymaliśmy trochę owoców i po pięć gałek lodów,
co sprawiło nam ogromną radość. Dodatkową atrakcją była jeszcze zabawa w berka.
Ten dzień bardzo mi się podobał. Pożegnałam się z panem Kleksem, szpakiem Mateuszem
i uczniami akademii. Szkoda mi było odejść, ale musiałam. Kiedy przekroczyłam bramę, obejrzałam się za siebie, lecz budynek nagle zniknął i już nigdy więcej go nie widziałam.